Kilka informacji o mnie :)

Położyć się i nie myśleć o niczym. Dosłownie o niczym. Bardzo często to stosowałem, jak można było to zauważyć na przykład po tym, że notka się nie pojawiała przez długie miesiące. W zasadzie ciągłe byłem zmęczony. Zdarzało się, że jeździłem bardzo dużo na rowerze razem z Olą i Anią. Nie tylko byłem zmęczony fizycznie.
Jednak w końcu znalazłem kilka minut, aby wykorzystać na napisanie „kilku” słów o moim życiu.
Chciałbym ponownie przeprosić za to, że przez 2 miesiące albo nawet już 3 nie pojawiła się notka.

Ten dzień pamiętam dość dobrze. Jest 31 marca. Moja mama powiedziała do mnie takie słowa: „Jeżeli coś Cię głębi lub nie daje spokoju, to mi powiedz. Ulży Ci. Nie martw się, ja nikomu nie powiem”. Przez chwilę przeszła mi myśl przez głowę czy nie powiedzieć, że jestem gejem, ale jednak stchórzyłem – cdn.

Po jakim czasie, a dokładnie 23 kwietnia podczas pisania egzaminów gimnazjalnych byłem w toalecie. Wchodząc, zobaczyłem Czarnego. Powitał mnie strasznie dziwnymi słowami, przez co nawiązała się krótka rozmowa.
Czarny: Cześć kochanie
Ja: To ma być śmieszne, czy romantyczne?
Czarny: Śmieszne

Dla mnie to było dziwne, nie wiem jak dla innych. Szczerze, to zanim odpowiedział, że śmieszne mikrosekundy mijały jak sekundy. Czas się przeciągał. Czekałem, aż powie romantyczne, ale niestety nie powiedział. Później jednak nie mogłem się skupić egzaminie.
Sam często używałem stwierdzeń kochana, ale to nie jest, praktycznie żadne okazywanie sympatii. Inaczej jest ze słowem kochanie.
Jednakże Czarny był chyba pierwszą osobą, która kiedykolwiek powiedziała mi „kochanie„.

Parę dni później, będąc u Oli i Ani, pewna koleżanka zapytała mnie czy jedziemy do Przystojnego i X, bo są w pobliżu. Po „krótkim” zastanowieniu się. Zgodziłem się, choć wiedziałem, że robię błąd. Ola i Ania nie mogły iść z nami, dlatego poszedłem z nią sam, znaczy pojechałem. Na rowerze. Na powitanie X powiedział, do mnie cześć. Wow, normalnie… Właśnie nie. W tym słowie słyszałem coś więcej. Jego głos brzmiał jak geja. Tak… Stereotypy. Może ja miałem takie odczucie. Jednak moja podświadomość, zaczęła podpowiadać, że X mnie podrywa. Przystojny nie przywitał się ze mną.
Ostatnio postanowiłem w ogóle się nie starać. Przez dokładnie 1 rok 6 miesięcy 3 tygodnie i 4 dni starałem się. Teraz daje sobie spokój. Niech się teraz Przystojny stara.

Postanowiliśmy się przejść. Wszyscy. Przystojny zadzwonił do jakiejś koleżanki i z nią rozmawiał. Zastanawiałem się, czy nie zrobił tego, aby unikać rozmowy ze mną, ale przestałem zajmować sobie tym głowę. Choć rozmowa w ogóle nie chciała mu się kleić. W pewnym momencie za nami zaczęła iść jakaś banda dresiarzy itp.
Od razu mówię – NIE uratowałem X…
Nagle go zaczepili i zaczęli go wyzywać. Tak jak to homofoby. Choć głównie chodziło tu o jego ubiór. Stereotypowy gej. Na szczęście go nie pobili. Zabrali mu czapkę, którą po chwili mu oddali. A co w ty czasie robił Przystojny? Nadal rozmawiał z koleżanką. Bardzo interesująca rozmowa. Co na obiad? Co robi? Jednak potem sobie (dresiarze) poszli. Przystojny zaczął mówić, co by to on nie zrobił. Choć tak szczerze nic by nie zrobił. Dba tylko o swoje zdrowie (o swoją d*pę). Choć ja w zaistniałej sytuacji zachowałem się tak samo. Jednak obrażając Jego, obrażają również mnie. Później pojechaliśmy każdy do siebie. X przybił mi piątkę, ale zrobił to delikatnie i z wyczuciem. Tak jak mógłbym sobie to wymarzyć. Przystojny również przybił mi piątkę, ale nie tak jak X.

Pod wpływem tych wszystkich emocji postanowiłem, pojechać do miejsca, gdzie we wrześniu wyznałem Przystojnemu, co do niego czuje. To było pierwsze odwiedzenie tego miejsca od września.

Parę dni później 26 kwietnia spotkałem X w sklepie na zakupach z moją mamą. Z początku go nie zauważyłem, ale moja mama zna wszystkich z mojej klasy i mi powiedziała, jak stał już za mną. Zaczerwieniłem się i to porządnie. Zrobiło mi się ciepło albo nawet gorąco. Troszkę śmieszne jest to, że moja mama niczego nie zauważyła. Chyba że nie byłem aż tak bardzo czerwony, choć czułem, że się palę.

X często w szkole nalega, abyśmy przybijali sobie piątki. Jednak nie obiecuję sobie zbyt wiele. Właściwie nie obcuję sobie nic. Odpowiedź niżej.

Ostatnio dowiedziałem się, że X pali. Nagle w jednym momencie został skreślony przez mój umysł. Nie lubię osób które miały coś w ustach (teraz nasuwają Wam sprośne myśli, choć wiecie, że nie powinno ich być w tym momencie, ale nic nie szkodzi. Mam to samo). Jednak jeszcze wierzyłem w NAS, bo wiedziałem, że Przystojny go częstuje. Dostałem informacje o tym, że raz przez całą drogę X jedynie trzymał papierosa, a go nie palił.
Dlatego napisałem do niego. Nie miałem ochoty pisać jakimiś skrótami, tylko pojechałem prosto z mostu:
Ja: Powinienem się starać?
X: He?
Ja: Ciebie.
X: Co
Ja: Powinienem się starać o ciebie? Czy to nie ma sensu?
X: O co chodzi
Ja: Nic
Po tej rozmowie stwierdziłem, że nie mam szans u X.
Dokładnie wiem, do jakich granic sięga jego mądrość. Nie myślał o tym, co pisał? Nie mógł tego nie zrozumieć? Choć od samego początku, przeszła mi myśl przez głowę, że dostanę taką odpowiedź. Jednakże bardziej ceniłbym szczerość, gdyby po prostu napisał: „Nie staraj się”.

Nasza wychowawczyni poddała nam pomysł na wyjazd do Krościenka. Ja i Czarny mamy już z tego miejsca „pewne wspomnienia”. Byliśmy razem w pokoju (ja i Czarny. A i jeszcze jeden chłopak o 1 rok starszy). Ich zachowanie było hmhh… Dziwne. Mieliśmy po 11 lat, więc to nas trochę usprawiedliwia. Co tam się wydarzyło? Ten starszy kolega nas zgorszył. Kiedy wychodził spod prysznica, „przypadkowo” spadał mu ręcznik.
Zastanawiam się, czy mogę to tu napisać, bo nie chcę robić bloga erotycznego. Na pewno na razie nie chcę. Jednak napiszę
Leżeliśmy na sobie, stykając się brzuch + plecy. Tyle powiem. Jedynie uprzedzę. Byliśmy w ubraniu! Chociaż ja w to się mało co angażowałem.
Podczas lekcji zaczęliśmy którą pogawędkę:
Ja: Krościenko. Chyba byliśmy tam. :P
Czarny: No chyba.
Ja: Kanapka, hahaha
Czarny: Uuu…!
Ja: Musimy to powtórzyć.
Czarny: Kanapkę?
Ja: Wszystko.
Czarny się uśmiechnął.

Co się wydarzyło później w moim życiu? Później miałem urodziny, dlatego może zauważyliście, zmianę w tytule mojego bloga. Piętnastolatkiem długo się nie jest. Nastolatkiem troszkę dłużej. :) Nieco później zakończyłem przyjaźń z M. Dlaczego? Hmm… Ciężko mi mówić, ponieważ tę część pisze po tym, jak mnie przeprosił, choć tak szczerze to on nie miał za co przepraszać, ale miło z jego strony. Trochę się też martwił o mnie, że to może przez niego nie pojawiała się notka, ale byłem najpierw przeziębiony, a później chory i na antybiotyku spędziłem dwa tygodnie. Wracając do M oraz do innych „chłopców”. Stwierdziłem, że lepiej będzie dla mnie, kiedy będę ograniczał M. Jestem typem osoby, która dość szybko się zakochuje. Zakochuję się praktycznie w każdym, kto poświęca mi trochę więcej uwagi niż inni. Takie większe minimum. Dają trochę ciepła, przekazują uśmiech, który zatrzymuję na swojej twarzy przez dłuższy czas.

Kiedy czułem się już lepiej – brak gorączki, kaszlu i kataru, zrozumiałem coś dziwnego. Kiedy była przerwa Czarny stwierdził, że chyba ma gorączkę. Zacząłem patrzyć, czy rzeczywiście ma gorączkę, zacząłem rękoma dotykać całej jego twarzy, policzków i szyi. Dotykając, jego szyi w głowie pojawił mi się głos: „Ej! Dominik. Stój. Zatrzymaj się.”
Głos ten miał absolutną racje. Wpatrywałem się w niego, także mógł się powoli zacząć orientować co do mojej orientacji. Jeszcze mój zmysłowy dotyk po jego twarzy i szyi. Dobrze, że się na czas zatrzymałem, bo na korytarzu tak trochę dziwnie to wyglądało. Potem do koleżanki powiedział: „Bo jestem gorącym chłopakiem, dlatego  zawsze mam gorączkę.”

Patrząc, na tę sytuację od boku, byłem pewien jak to wygląda – romantycznie. Bardzo romantycznie. <3

Gdyby nie mój głos, który zatrzymał mnie przed kolejnymi dotknięciami, to nie wiem, czy do jakiegoś pocałunku by nie doszło. Chyba że Czarny sam by zaprotestował.
Dlaczego nie napisze do niego?
Strach, przed przechodzeniem tego samego ponownie. Przechodzeniem przez to, co z Przystojnym.
Choć ostatnio czułem się w niektórych momentach, że jestem antyseksualny.

Nie wiem, czy potrafię, aby Przystojny był moim kolegą/przyjacielem, bo ostatnio zrozumiałem, że nie umiem z nim rozmawiać. On się stara, ale nie zawsze. Możliwe, że próbuje, ale jakoś mu się nie udaje. Bardzo się stara. A ja nie wiem, czy umiem to docenić.

Podczas w-f gadaliśmy tak o dziewczynach i w ogóle. Bardziej o związkach. Kolega z klasy zapytał X, kiedy ostatnio miał dziewczynę. Tak po prostu. Nic raczej nie podejrzewa. I tak nic do niego nie ma. Czekałem na to, co X odpowie, bo w końcu co może odpowiedzieć homoseksualny chłopak na pytanie o dziewczynę. X powiedział, że nie potrzebuje dziewczyny, woli się przyjaźnić z nimi.
Tak sobie pomyślałem i już wiedziałem, dlaczego otrzymałem taką odpowiedz od X. To również tyczyło się chłopaka.

Człowiek żyje, kiedy może zasnąć obok drugiej osoby. Wtulony w jej ciało zasypia. Zapominając o wszelkich problemach, smutkach, czy żalach. Dotyk koi ból głowy, serca, duszy. Wiem, dlaczego X tak powiedział, że nie potrzebuje dziewczyny (chłopaka). Ma przyjaciela. Ma bardzo dobrego przyjaciela – Przystojnego. Kiedy Przystojny będzie miał mniej czasu dla X, to X sobie zda sprawę, że jednak kogoś potrzebuje. Mówię to z własnego doświadczenia. :|

Przystojnemu wydaje się, że jak mnie zacznie dotykać, to nagle zmienię zdanie (choć nie mam żadnego zdania). Ciągle, kiedy tylko jesteśmy w sytuacji, w której może mnie dotknąć, robi to. Może myśli, że ja za tym tęsknię. A tak szczere trochę mnie ten dotyk przeraza. Boje się, że z każdym dotykiem, zbliżę się do niego, tak bardzo, że znowu się zakocham. Gdzie mnie dotyka? Nie bójcie się, plecy, ręką.

Kiedy w szkole było już po Dniu Matki, Przystojny bawił się mikrofonem. Wtedy puściłem muzykę z telefonu i on przybliżył mikrofon do głośnika telefonu. Trzymał mnie wtedy a ręce, aby mi nie wypadł. Nie wiem, co mam o tym myśleć i o innych jego zachowaniach/wybrykach. Nie wiem, czy robi to przypadkowo, czy ma jakiś zamiar. Kiedy był dość blisko mnie i mnie dotykał, moja podświadomość zaczęła myśleć:
Jak już jesteśmy tak blisko, to zacznijmy się całować!
Choć to byłoby trochę wredne, bo wiem, jakim tonem bym to wypowiedział.

Do każdego zadania wkleja moje imię. Ostatnio na matematyce rozdawał puzzle. Wszystkich pytał się:
Chcesz?
Chcesz?
Chcesz?
A kiedy podszedł do mnie, zapytał:
Dominik, chcesz?

A kiedy przyniosłem rysunki na plastykę i na jednym z nich było jabłko, Przystojny podszedł do mnie:
- Co to masz Dominik – zapytał.
- Rysunki – odparłem.
- Jabłko, Apple, Apple, Apple – mówił z uśmiechem na twarzy. Może dlatego, że kupił sobie iPhone.

Nie wiem, czy moje rozumowanie jest dobre, ale chyba mogę podejrzewać, dlaczego wypowiada tak często moje imię. Zazwyczaj, kiedy chciałem dać mu obwarzanka, wypowiadałem jego imię, choć nie zawsze udawało mi się wypowiedzieć normalnie. Zawsze czułem się dziwnie. Jednakże mógł to wziąć za moje staranie, dlatego zaczął robić to samo.

Ciąg dalszy następuje.
Jak mogliście się domyślić odnośnie coming out’u. Tak chodzi o moją mamę. Jednak mam dach nad głową, wiec jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. Nie spodziewałem się takiej reakcji. Na początku mówiła mi, że żartuję, że przecież to niemożliwe. Potem, że nie może mi zabronić. Potem jeszcze, że będzie mi źle w życiu przez to. Jednak wszystko się ułożyło. Powołałem się na film „Modlitwy za Bobby’ego”. Kto nie oglądał, to jak najbardziej polecam.
A moja mama pozwala mi jeździć do M. Choć często u niego nie bywam.

Jeszcze zostało kilka rzeczy, ale to już w kolejne notce, ale pojawi się o wiele szybciej niż ta. :)

 

Móc Go przytulić i tak wtuleni – zasnąć, a później razem, wstać.