Po wakacjach, szkoła, rozkminy nad życiem, szpital

Jak ten czas szybko leci. Ledwie co wróciłem ze szpitala a już trzeba iść do szkoły. Pierwszy dzień minął dobrze. Piękne jest to uczucie, kiedy znajomi tęsknią za Tobą (czyli za mną :p).
Dowiedziałem się, że najbardziej tęsknili za moimi tekstami. Nie wiedziałem, że jestem taki dobry w te klocki. Opłaciło się marnowanie czasu na „siedzenie w internetach” i oglądanie śmiesznych obrazków, czy też kabaretów.
Drugi dzień szkoły rozpocząłem z niczym. Nie kupiłem ani jednej książki, ani jednego zeszytu. A już sobie postawiłem poprzeczkę – mieć czerwony pasek. Choć wiem, że w drugiej klasie będzie ciężej i jeśli nie uda mi się, tego osiągnąć to trochę będzie mi smutno, ale będę musiał jakoś to przeboleć. Mamy do późna lekcje, przez co wracam późno do domu. W efekcie mam mniej czasu na naukę, a o czasie wolnym nie wspominając.
Później nastał weekend – trochę czasu wolnego.
Po weekendzie – czas na początki nauki. Szkolny pierwszy poniedziałek minął bardzo dobrze. Miałem bardzo dobry humor. Chociaż bolały mnie stawy i głowa (strasznie). Na ból głowy przeciwbólowe nie pomagały, ale nic nie mogło zepsuć mojego humoru. A jednak? Nie. Dobry humor utrzymywał się do samego końca dnia. :)
Nagle wieczorem przypomniałem sobie, jaki jest dzisiaj dzień. 5 września. Miałem dodać notkę. Na szczęście była już gotowa, więc nie zajęło mi to dużo czasu.
Ale uświadomiłem sobie jedną rzecz. Dwa lata temu dzisiejszy dzień był najgorszy. Rok temu był dość słaby, smutny. Jednym słowem beznadziejny.
W tym roku był to bardzo dobry dzień. Nawet mama zauważyła, że mam bardzo dobry humor. Czyli nie tylko ja to widziałem. Pozytywna energia tryskała ode mnie z daleka.

Szczerze? Nie pamiętam, co pisałem w ostatniej notce. Nie chcę pamiętać, dlatego postanowiłem spalić mój pamiętnik. Niestety już późno, dlatego zrobię to jutro (6 września). Wersję elektroniczną dodałem na blogu (co mogliście zobaczyć). Papierowy pamiętnik częściej wpadał mi w ręce. Z notką na blogu będzie tak, że nie będę jej czytał. Tak mam z moimi poprzednimi. Chyba ani razu nie wracałem. Trzeba żyć dniem dzisiejszym i patrzyć w przyszłość. Nigdy w przeszłość.

Zastanawiam się, co pomogło mi dokonać takiej zmiany w moim życiu. Wydaje mi się, że grupa w dużym stopniu przewróciła mnie do świata żywych. Nowa szkoła/znajomi również. Powiedziałem mamie o moich problemach, przez co nie bałem się, że dowie się od kogoś innego. Zacząłem wybierać ludzi w swoim życiu. Tych ważnych stawiałem na górze, zaś tych mniej niżej lub całkiem odciąłem kontakt.
Pamiętam jedynie, że w poprzedniej notce pisałem coś o samookaleczeniu się. Dawno tego nie robiłem, ale co, nie że chcę do tego wrócić.
Czuję, że jestem całkiem inną osobą. Może nawet grupy nie potrzebuję (była w cyklu jednorocznym. Można wrócić, ale już nie będzie z tymi samymi osobami, ale za to poznam inne, które może staną się inspiracją dla mnie).
Chociaż wydaje mi się, że wrócę na grupę. To jej zawdzięczam rozwiązanie większości moich problemów.

29 października
Zapisałem się na grupę, ale jeszcze będę musiał czekać na jej rozpoczęcie.
Długi czas minął, od kiedy nie pisałem notki/szkiców. Mam nadzieję, że jeszcze potrafię.
Co się wydarzyło u mnie? Wydaje mi się, że dość sporo. Byłem w szpitalu. Po co? Moje zdrowie uległo pogorszeniu i trafiłem w celu zdiagnozowania mnie, choć po prostu było to zaostrzenie (reumatoidalnego zapalenia stawów), co okazało się przy wypisie. Miałem robioną masę badań. Większość wyników była w porządku. Na kilka jeszcze czekam. Okazało się, że mam nietolerancję laktozy. Co mnie strasznie zdziwiło, bo zawsze na śniadanie jadłem płatki z mlekiem. W ciągu dnia zdarzyło się wypić kawę lub kakao. Zupy zazwyczaj zabielane śmietaną. Jednym słowem laktoza czynnie uczestniczyła w moim życiu.
Dodam, że wynik badania wskazywał wyraźnie nietolerancję.
Zamieniłem zwykle mleko na to bez laktozy. Odstawiłem owoce (nietolerancja laktozy często łączy się z nietolerancją fruktozy).
Wracając do tematu szpitala. Po wyjściu z niego dostałem leki o dawkowaniu podobnym jak w 2010 roku, kiedy to choroba rozwinęła się i szalała po moim organizmie.
Aktualnie jest już dobrze. Dam radę bez problemu poruszać się, a nawet biegać. :D
Co u mnie ze zdrowiem psychicznym?
Tak średnio, ale stabilnie. Nie czuję się zbyt dobrze. Niestety najgorsze jest to, że nie wiem, co jest tego przyczyną. Może brak grupy daje o sobie znać?

Pragnąłem wracać do miejsc, które się nie zmieniają. Żeby wszystko czekało na mnie jak zastygłe. Chciałem powracać do własnych uczuć, tak jak powraca się do pierwszej miłości. Nigdy się to nie udawało, ale zawsze próbowałem. –  Andrzej Stasiuk

2 Komentarze

  1. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku :D
    W ciągu niecałych dwóch dni przebrnąłem przez Twoje zapiski i stwierdzam, że przeszedłeś nie mało. Od wyznania licząc, świat się załamał, ale skutecznie go sklejasz.
    Pamiętaj, że jesteś panem swego losu! (hahaha nie mogę xd moment, w którym koleś z filozofią nihilizmu udziela Ci porad życiowych xD).

    Zapraszam do siebie: luxeneterna.blogspot.com, bo co to za komentarz bez autoreklamy? xd

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.