Grudniowy czas, Wigilli czas, czas po świętach, czas, czas, czas – punktualność na wysokim poziomie

Cześć.
Ta notka nie była planowana. Możliwe, że będzie lepsza od tych planowanych.

Jak zwykle zacznę od tego, że po raz kolejny (już nie mam siły liczyć) zaniedbałem bloga. Szczerze? Zaczynam myśleć nad zawieszeniem go. Skoro nic nie wrzucam, to po co mam okazywać, choć cień nadziei na coś innego. Nie wiem, czy jest to spowodowane przez porę roku, która niedawno się skończyła, a przy okazji epitet z nią związany: jesienna depresja, czy przez jakiegoś rodzaju uczucia, jakie mną targają. Czy z kolei przez grypę, która szaleje po moim organizmie, jak zwykle w okolicy grudnia, a dokładniej świąt.

Nie złożyłem Wam życzeń, ale mam nadzieję, że wigilijny czas minął w ciepłej i rodzinnej atmosferze. Każdy w tych dniach był wesoły. Problemy nie przesłaniały oczu, a własne cierpienie oraz innych zostały szybko zażegnane.

Za kilka dni NOWY ROK. NOWE: problemy, strapienia, smutki, cierpienia, ale również NOWE: znajomości, zwycięstwa. Zaczniemy rok z nową siłą i energią. Z energią na rozwiązywanie wszelkich spraw osobistych.

Co skłoniło mnie do tego, co czytacie teraz?
Dwie sprawy/rzeczy.
1. Brak notki w grudniu. Co jest oczywiste i jasne, chęć podzielenia się.
2. Ostatnie słowa mojego znajomego z mojej teraźniejszej grupy.
„Przestań siedzieć w domu, wyjdź na miasto, na ludzi. Umów się i spotkaj się z tym kimś. Dziś potrzebny Ci ktoś nowy”.

I wtedy zrozumiałem, że jestem taką osobą, do której zawsze można zadzwonić. I dokładnie wtedy uświadomiłem sobie znaczenia słów: Chyba właśnie po tym można poznać naprawdę samotnych ludzi… Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone zawsze

 

Nie wiem, co się dzieje na świecie, bo okna mam pozasłaniane. – Miron Białoszewski „Tajny dziennik”